Alkoholizm, rzeka z którą odpływa życie

Alkoholizm jest, był, i będzie.

Wbrew pozorom dotyczy wszystkich poziomów społecznych, wszystkich zawodów oraz narodowości. Różnica polega na jawności i zachowaniu pozorów. Zdecydowanie na wsiach i w małych społecznościach ma większe przyzwolenie.

Na wsi pić łatwiej

Można pić codziennie, byle po pracy… albo przed, bo przecież jeśli nie samemu to partner/partnerka to zrobią. Można mieć „słabszy dzień” i sąsiad nie zapyta. Można zniknąć na kilka dni „bo coś w polu”. Można pić samemu, można z kolegami, można w ciszy – i nikt nie uzna tego za sygnał ostrzegawczy. Bo przecież „nie bije”, „nie awanturuje się”, „robi swoje”. Można w piątek odłączyć się od świata i wrócić w poniedziałek. A o tym „samozapomnieniu” które zaczyna się późną jesienią w domach wielu rolników nawet się nie wspomina. Bo po co? To taka sama norma jak zmieniające się pory roku, wręcz stan przychodzący razem z pogodą.

Alkohol tutaj nie jest potworem. Jest tłem. Elementem pejzażu. Trochę jak szarugi i krótkie dni – nikt nie lubi, ale każdy się przyzwyczaił.

Początek

Ciężko to przyznać ale eM również pije i pomimo coraz poważniejszego wieku oraz słabszego zdrowia nie zamierza tego zmienić. Gdy dzisiaj się nad tym zastanawiam to w młodości nic nie wskazywało na alkoholizm. Ot pił z okazji imprez, ale nie więcej niż inni. Nawet mogę powiedzieć że częściej ja wypiłam drinka lub winko ponieważ on często był kierowcą. Wszystko zmieniło się po moim zrobieniu prawa jazdy. Początkowo na spotkaniach było losowanie kto prowadzi do domu lub rozwozi znajomych, z czasem wypadało coraz częściej na mnie.

Nawet nie zauważyłam kiedy eM zaczął „przepijać” niemal całe weekendy. Standardem stały się piątkowe piwkowanie po pracy, które kończyło się w niedzielę rano. Po to żeby w poniedziałek mógł bezpiecznie sam prowadzić do pracy. Prawdę mówiąc długo wierzyłam że skoro to tylko dwa dni, to nie ma sprawy. Szczególnie że w czasie cięższych chorób rozumiał i utrzymywał abstynencję. Sama byłam zdumiona gdy po pierwszym zabiegu naprawy kręgosłupa nawet nie kombinował żeby cokolwiek wypić. Są miesiące zupełnej abstynencji i w zasadzie tak jest po dziś dzień. O ironio, problem pojawia się gdy wraca do zdrowia.

Dlaczego ludzie piją

Bo mogą. Bo to najtańszy bilet do innej rzeczywistości. Nie trzeba paszportu, nie trzeba odwagi, wystarczy kilka łyków.

Piją bo nie wytrzymują napięcia. Bo świat jest szybki, bezlitosny i często absurdalny. Bo nikt nie uczy nas, jak przeżywać trudne emocje — za to wszyscy chętnie pokażą, jak je uciszyć. Alkohol to najłatwiej dostępny sposób, żeby coś z siebie zrzucić. Chociażby na kilka godzin.

Bo boli, nawet nie zawsze konkretnie – nie zawsze wiadomo co. Czasem to po prostu ból istnienia. Zmęczenie wiecznymi oczekiwaniami, rolami, udawaniem że wszystko w porządku.

Ludzie piją też z radości. Bo jak świętować, to na całego. Toast to przecież rytuał – społeczny klej, sposób na wspólne bycie „tu i teraz”. Dopiero później okazuje się, że to „tu i teraz” trwa za długo, a „później” nikt nie planował.

Czasem piją z samotności. Innym razem – bo wszyscy wokół też piją. Bo tak łatwiej. Ciszej. Bez konfrontacji. Bez wstydu. A najbardziej – bez słów.

Nie wszyscy piją do dna. Ale wielu z nas pije do granicy, której początkowo nikt nie zauważa. A potem się dziwi, że coś się rozsypało. Że relacje się rozmyły, że weekendy znikają, że życie stało się nieco bardziej mdłe. I że w tej mgle jakoś łatwiej… trwać.

Dlaczego eM pije?

Aby zrozumieć chorobę eM długo szukałam odpowiedzi, niestety pomimo ogromu informacji na ten temat nic nie pasowało. Wszystko wyjaśniło się dopiero gdy powszechne stały się filmy tworzone przez sztuczną inteligencję.

eM któregoś wieczoru zafascynowany tym co zobaczył pokazał mi jeden z nich. Wynikła z tego rozmowa w czasie której wyjaśniłam mu na czym polega sztuczna inteligencja i jak wiele potrafi. Niestety, opowiedziałam o plusach ale i zagrożeniu jakie niesie. O ludzkiej naiwności i przy okazji pokazałam inne prace AI. Zasmucił się, przyznał że nie miał świadomości ile razy dał się nabrać, po czym wstał i zrobił sobie mocnego drinka.

Świat w którym lepiej nie wiedzieć

Zaczęłam dostrzegać, że eM nie pije, żeby się zabawić. Ani po to, by zapomnieć o jednej konkretnej rzeczy. On pije, bo nie chce wiedzieć. Bo wie, że wiedza boli. Że świadomość bywa jak reflektor oślepiający w nocy – widzisz więcej niż chcesz, szybciej niż możesz przetrawić.

Po wspomnianej rozmowie coś się w nim załamało. Powiedział, że ma wrażenie, że świat pędzi, a on stoi. To nie była pierwsza taka rozmowa. Ale tym razem ja usłyszałam więcej. Zrozumiałam, że nie chodzi tylko o to, że nie zdążył spełnić swoich marzeń. eM nie przegrał z życiem – on przegrał z nadmiarem bodźców, z przemianą, z erą informacji, w której każdy musi być elastyczny, nowoczesny, gotowy na jutro. A on już nie był.

Współuzależnienie? Może. Może nie.

Czasami zastanawiam się, czy jestem współuzależniona. Ale nie lubię tego słowa. Bo zakłada, że jestem bierna, ślepa, że godzę się na coś z lęku. A ja próbuję rozumieć. Próbuję nie zostawić. Balansować między wspieraniem a nieusprawiedliwianiem. Chyba nawet mi to wychodzi. Nie wiem, czy on się kiedyś zatrzyma, ale wiem, że jestem tu nie po to, żeby go ratować. Tylko żeby go widzieć – takim, jakim jest. Z jego lękami, mechanizmami, ucieczkami.

Nie będzie tu morału. Nie będzie wezwania do działania. Ten wpis nie kończy się „jeśli znasz kogoś, kto pije…”. Bo prawdopodobnie wszyscy znamy kogoś, kto pije. Tyle że nie wszyscy o tym mówimy.