Grażynę poznałam gdy przyszła do firmy w której pracuję. Ładna, drobna brunetka o wielkich zielonych oczach. Mówiła o sobie „introwertyczka”, chociaż sprawiała wrażenie że lubi kontakt z ludźmi. Lekko przygarbiona jakby chciała się ukryć we własnych ramionach. Rzeczowa i ciekawa każdej nowej rzeczy, w lot przyswajała informacje. Nie dyskutowała jak to miało w zwyczaju wielu praktykantów, a z pewnością nie wyglądała na pyskatą. Mówiła niewiele, na pytania odpowiadała krótkimi zdaniami po których przybierała minę przestraszonego dziecka. Po tygodniu każdy postanowił dać spokój, skoro jest introwertyczką to jej sprawa.
Prawda o Grażynie wyszła z czasem. Jej „nie” oznaczało „stanowcze nie!”, co więcej okazało się że na wiele tematów na swoje zdanie którego nie zamierza zmieniać nawet jeżeli udowodniono jej że się myli. Po cichej, skromnej dziewczynie nawet ślad nie pozostał, a im dłużej ją znałam tym bardziej mieszane uczucia wywoływała. Po pół roku współpracy to co mówiła o sobie, a to kim wydawała się być, było zupełnie inną rzeczą.

Własne zdanie o sobie

To naturalne że każdy z nas ma swoje wyobrażenie. Powstaje ono na bazie rzeczy które robimy i wiemy, bo w końcu któż lepiej ma wiedzieć niż my np. czy lubimy mleko, horrory, imprezy… Nikt inny nie spędza z nami 24 godzin na dobę. O ile mówienie o własnych upodobaniach kulinarnych i pracy często jest poparte faktem, o tyle cała reszta nie koniecznie.
Patrząc chociażby na przykład Grażyny, która nie tylko miała predyspozycje do szybkiej nauki i jak sama twierdziła, lubiła się uczyć. Owszem, uczyła się, ale tylko do momentu osiągnięcia pożądanej przez nią informacji. Gdy technologia i praca wymagały kolejnego poszerzania wiedzy, spotkało się to ze stanowczym oporem z jej strony.

Mówimy o sobie czy o wyobrażeniu siebie?

Każdy z nas ma indywidualny gust i potrzeby. To co dla jednych jest normą dla innych może być czymś szalonym. Osobiście twierdzę że nie jestem osobą nazbyt rozrywkową a jednak od czasu do czasu lubię spotkać się w gronie najbliższych, wyjść wspólnie na zakupy czy pójść na imprezę. Dla mnie „od czasu do czasu” to jest raz na kilka tygodni, więc wydaje się że nie wiele, a jednak niektórzy sądzą że prowadzę bogate życie towarzyskie. W moim mniemaniu imprezowy tryb to towarzyskie wypady przynajmniej co tydzień, jak to w młodości bywało. Moje zdanie o mnie poparte jest własnymi przeżyciami. Obecną sytuację porównuję do przeszłości i na tej podstawie wyrabiam swoją opinię co niekoniecznie musi przekładać się na to jak postrzegają mnie inni.

Więc w sumie co możemy powiedzieć o sobie?

Niewiele, niemal nic.