Niedawno media doniosły o śmierci wokalistki Maanam, Kory. Wiadomość ta wstrząsnęła zarówno światem muzycznym jak i wielu osób które znały i kochały Olgę. A kochały ją miliony, ja również.

Wychowałam się na muzyce Maanamu, towarzyszyła mi od dziecka, na co dzień i w najważniejszych chwilach a w każdej piosence było przesłanie i podpowiedź jak radzić sobie ze światem. Jednak w przypadku Kory, wspaniały głos i doskonałe utwory to nie wszytko. Ona była osobowością, kobietą która wiedziała czego chce, nie bała się mówić o tym głośno i występować we własnym stylu. Całym swoim życiem udowadniała że każdy ma prawo być wyjątkowy i tą wyjątkowość pokazywać. Wiele razy była dla mnie inspiracją bez względu czy śpiewała wspaniałe wiersze, czy teksty własnego autorstwa i zapewne muzyka Maanamu będzie mi jeszcze długo towarzyszyć. Żal że już nigdy nie zobaczę jej na koncercie, tłumię świadomością że śmierć skróciła męki towarzyszące nowotworowi.

Dziś prezentuję jedną z piękniejszych piosenek, idealnie nawiązującą do życia i śmierci.