… nie lubię tego, nie lubię wracać do mojej przeszłości i lat bycia ofiarą przemocy psychicznej. Cokolwiek bym nie zrobiła i nie powiedziała, nie zmienię tego co się działo. Nie wyrzekam się swojej historii, z pewnością odcisnęła ona wielkie piętno na mojej psychice i po części jest przyczyną tego co robię teraz. Usprawiedliwiam się? Może i tak. Czy robię komuś tym krzywdę? Nie!
Moje małżeństwo miało być pięknym początkiem dorosłego życia. Wtedy, mając niespełna 20 lat wierzyłam że człowiek którego kocham i z którym chcę spędzić resztę życia będzie się o mnie troszczył, kochał i okazywał miłość czułością. Nie przypuszczałam że przez niego wyleję morze łez, że usłyszę słowa upokorzenia i w końcu że przez niego będę próbowała popełnić samobójstwo… zresztą niejeden raz.
Na pewno stojąc na ślubnym kobiercu nie przypuszczałam że okaże się moim psychicznym katem. Być może nie stało by się to wszystko gdybym go tak bardzo nie kochała i nie pozwoliła na tak podłe traktowanie. Pewnie trochę winy leży w niewiedzy czym jest przemoc psychiczna i brakiem świadomości że wszyscy jesteśmy równi, i każdemu z nas, kobiecie i mężczyźnie przysługują te same prawa.
Nie da się zapomnieć blisko dziesięciu lat upokarzania, ignorancji, łez, zmarnowanych szans i strachu. Ale i nie ma sensu oglądać się za nimi, rozpatrywać i marnować przyszłość, zwłaszcza że mam dla kogo żyć.

a!