Co prawda mało kto się do tego przyznaje, a jeszcze mniej osób zgodziło by się przyjąć medykament na mądrość, wydaje mi się że niewątpliwie przydał by się przynajmniej co drugiemu z nas, a szefowi to chyba każdemu.

Jestem osobą cierpliwą, chociaż nie daję sobie w kaszę dmuchać, z czasem nauczyłam się nie reagować na durnowate zaczepki ubogich umysłowo, w tym wliczając własnego szefa. Wiadomo, zarządzanie firmą nie jest prostą sprawą, gdyby było inaczej każdy byłby właścicielem jakiejś inwencji, dlatego czasami z politowaniem traktowałam jego nieuzasadnione zaczepki i wiekuisty zwalizm. Z czasem opanowałam do perfekcji fałszywy uśmiech i szablonową odpowiedź „jest ok”. Z reguły dwa, trzy dni napadu przypierdalanizmu wystarczyły na kilka miesięcy. Mówiąc krótko, dało się żyć do dnia gdy czara goryczy się przelała, a ja definitywnie postanowiłam zakończyć karierę w firmie szanownego pana IKS.

Zmiana pracy nie jest łatwa, a za każdą decyzją stoją dylematy czy na pewno robimy dobrze. Tak było i w moim przypadku. Decyzję o odejściu utrudniały nagabywania i ciekawe propozycje IKSa, jednak gdzieś z tyłu głowy miałam sytuacje i niesmak z wielu wspólnych projektów które padły z powodu szaleńczych decyzji przełożonego. Dokładając do tego zszarpane nerwy i absurdalne wymagania które spowodowały problemy ze snem zdecydowałam trzymać się mojej decyzji jak pijany płotu. Zawsze powtarzam że do celu można iść niemal każdym kosztem, ale nie po trupach… nie brałam pod uwagę własnego.

Dziś, po kilku miesiącach wśród zupełnie innych ludzi z bardziej ludzkiej branży, wyspana i zrelaksowana odkryłam kolejną rzecz która jest potwierdzeniem dobrej decyzji. Nagle odkryłam że przestały wypadać mi włosy… niby takie to zwykłe a jednak po ponad roku kombinacji z odżywkami, suplementami a nawet zabiegom u fryzjera, gdy już niemal otarłam się o trychologa, okazało się że wystarczyło zmienić pracę.

Nie znalazłam lekarstwa na debilizm, ale znalazłam lekarstwo na własne lepsze zdrowie.

Obraz Alexas_Fotos z Pixabay