Święta to doskonała okazja żeby wreszcie nadgonić towarzyskie zaległości. Idealnie było by to zrobić osobiście lecz niestety coraz częściej robię to przez telefon. Jedną z osób z którymi szalenie zależało mi żeby w końcu porozmawiać była przyjaciółka zza wschodniej granicy. Znamy się ładnych kilkanaście lat i chyba wiemy o sobie wszystko. Ona też, jako jedna z nielicznych znajomych ze świata realnego wiedzą o moim blogu i regularnie (w miarę pojawiania wpisów :D) czytywała.

Świątecznie i nie tylko, ploteczki

Irenka wie że lubię z rana pospać więc najczęściej to ja pierwsza dzwonię. Jeden sygnał, drugi, trzeci… nie odebrała. Spokojnie zrobiłam kawkę i postanowiłam zadzwonić do kolejnej osoby z mojej listy dobrych ludzi którym koniecznie chcę złożyć życzenia osobiście. Tym razem dodzwoniłam się bez problemu. Rozmawiało nam się wspaniale więc nawet nie zauważyłam kiedy minęło ponad dwie godziny. Nie zwróciłam nawet uwagi na powiadomienia że ktoś usilnie chce się do mnie dodzwonić. Po rozmowie stwierdziłam że pora coś zjeść a potem znów miałam dzwonić do starej psiapsióły.
Ledwie zdążyłam talerz wyjąć a dzwoni telefon, spojrzałam… Irenka. -Trudno- pomyślałam- jedzenie musi poczekać.
Odebrałam z wielką radością, ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć usłyszałam łamanym polskim opieprz za nieodbieranie i nieoddzwanianie, a na końcu dodała -Na huj ci ten blog jak nie piszesz? Martwiłam się!
Po tym było już całkiem normalnie, życzenia, ciekawostki, rozmowy o tym że w końcu trzeba się zobaczyć. Musiałam się, także wytłumaczyć z mojego niepisania.

Więc na co mi ten blog?

Piszę bo lubię, bo mam ochotę, bo fajnie jest wyrzucić coś, co innych nie obchodzi i chociaż słuchając, uśmiechali by się, patrząc w ich oczy widziała bym niezrozumienie. A sens w pisaniu bloga jest taki, w jak pamiętnikach skrywanych w szufladzie czy nawet za szafą. Nikt nie wie po co one istnieją, a jednak wciąż są ludzie który je piszą.
(Irenko, z dedykacją dla Ciebie)

Obraz Susanne Jutzeler, suju-foto z Pixabay