Pigułka samogwałtu

Zmiana firmy w której pracujemy to jedna z bardziej stresujących sytuacji życiowych, jednakże gdy w grę wchodzi większa pensja, nie znam nikogo kto by się nie zastanowił.

Jeżeli do tego dochodzą lepsze warunki zatrudnienia, ciekawy socjal i możliwość rozwoju, trudno się oprzeć, przynajmniej mi…. więc się nie opierałam.

Z natury jestem osobą pogodną, a nawiązywanie znajomości przychodzi mi równie łatwo jak pożeranie słodyczy czy przejechanie pół polski za dobrym tematem, dlatego w nowej redakcji zaaklimatyzowałam się niemal natychmiast. To co już na samym początku mnie ucieszyło, to fakt że firma nie jest „szkolną gazetką” i będę miała okazję pracować zarówno z tak starymi szczurami jak ja, ale także z młodymi ludźmi, mającymi świeże spojrzenie, bardziej otwartymi na szkolenia i jaśniej pojmującymi oczekiwania współczesnego społeczeństwa. Sama, pomimo iż staram się być na bieżąco do wielu rzeczy wciąż podchodzę z dystansem i trudno mi się wczuć w pasjonata gadżetów czy vlogerkę modową, chociaż modą jako taką się interesuję.

Z własnymi dziećmi i ich rówieśnikami mam świetny kontakt, dlatego nie zraziło mnie też gdy okazało się że przełożoną jest dziewczyna w wieku niemal mojej córki. Blond bestia zarządzała sporym, świetnie działającym zespołem więc początkowo jej zdanie było dla mnie wyznacznikiem trendu a krytykę przyjmowałam jako kierunkowanie nowego stylu, i konieczność zmiany moich nawyków ze starej pracy. Właściwie teraz nie rozumiem czemu, bo nie było to łatwe ale przyjęłam że młoda ma rację. Cała sytuacja trwała do czasu aż blondyna wyjechała w delegację, a na jej miejsce trafił kolega z zespołu. Okazało się że nie tylko jestem świetna w tym co robię, ale blondyna cierpiała na przypierdalanizm który widocznie w mojej obecności szczególnie się uaktywniał, lub ewentualne chciała mi podłożyć świnię. W każdym razie nad kolejną zmianą pracy zastanowię się trochę dłużej, a z pewnością bardziej przyjrzę się strukturze firmy, żeby nie zrobić sobie samej „za dobrze”.