Przed nami Wielkanoc przyćmiona niesmakiem po sabotowanych egzaminach gimnazjalnych i obawami o tegoroczne matury. Przedłużający się protest nauczycieli zaczyna być irytujący, i to pod wieloma względami. Kolejne nieudane próby negocjacji utwierdzają mnie w przekonaniu że walka nie toczy się o pieniądze czy honor, ale jest czysto polityczną zagrywką która ma odwrócić uwagę od zbliżających się wyborów.

Wątpię aby zbiegiem okoliczności był czas w jakim strajk ogłoszono, strajk który najbardziej uderza w młodzież i nas, ich rodziców oraz opiekunów. O ile kilka dni bylibyśmy w stanie przełknąć, o tyle teraz coraz bardziej wyrażamy swoją dezaprobatę co spotyka się z niezrozumieniem świata niezwiązanego z troską o dobro przyszłego pokolenia. To już przestało być śmieszne a nawet żenujące, to już jest bezczelne, zwłaszcza że część środowiska oświaty jest zadowolona. Dziwne? Nie, jeżeli spojrzeć na to z politycznej strony. Coraz wyraźniej widać że sytuacja jest sztucznie napędzana, a media dolewają oliwy do ognia, natomiast my, społeczeństwo zaczynamy się dzielić na tych „za” i tych „przeciw”. Z pewnością jeżeli sytuacja się przedłuży, będzie mieć to swoje odbicie przy urnach.

Zastanawia mnie co mają w głowach protestujący nauczyciele, bo wątpię aby kierowała nimi troska o młodzież, bo właśnie w tej chwili dają jej jedną z najważniejszych lekcji… co nie otrzymacie dobrocią, trzeba wymusić. Ciekawe czy zastanowili się jakie mogą być tego konsekwencje, a scenariuszy może być wiele. Bardziej zbuntowany i zawzięty naród z olewatorskim podejściem do idei i zasad jakie były im wpajane, populacja jeszcze bardziej skupiona na konsumpcji a nawet pokolenie egoistów którym „po prostu się należy”.

Jeszcze do niedawna byłam po stronie pedagogów, teraz coraz bardziej jestem przeciw. Upadają wartości których mnie uczono i o jakie walczyli nasi przodkowie. Co więcej, cała sytuacja daje mocno do myślenia czy aby na pewno nasze dzieci uczą ludzie w pełni kompetentni i świadomi swojego zawodu. Czy na pewno zdają sobie sprawę jak wielkim zaufaniem ich obdarzamy powierzając nasze pociechy? A może nie są tego warci i dobrze gdyby wreszcie rząd usunął najbardziej zatwardziałych ze szkół, jednocześnie sprowadzając ich wygórowaną samoocenę na ziemię. W końcu skoro tak im źle, niech mają okazję sprawdzić się w markecie na kasie.