Piaskiem po oczach i z buta w ryj

Kilka lat temu, jedna z praktykantek będąca pod moją opieką zapytała, czemu jestem taka wredna.

Zdziwiło mnie to ogromnie, bo mam opinię osoby miłej, spokojnej i jednak przez większość ludzi lubianej. Długo zastanawiałam się co było nie tak. Sytuację wyjaśnił ówczesny szef, gdy poinformował mnie że ktoś poskarżył się na moje czepalstwo. Okazało się że jestem za bardzo wymagająca i to co ja traktuję jako trening albo dopracowywanie, podopieczne traktowały jak znęcanie. Jakby tego było mało, mam swój gust a jak wiadomo “gust to kwestia gustu”. Co ciekawe, praktykanci jakoś nie mieli z tym problemu. Chociaż wiązało się to z relacjami damsko – męskimi. Nawet nie na podłożu sexualnosci ale zwyczajnego zaimponowania rówieśnikom że mają świetne relacje ze starszą koleżanką.

Jestem suką

Nie było to łatwe jednak po kilku trudnych współpracach zaakceptowałam mój sukowaty charakter który wymagał psychicznej metamorfozy i głębokich przemyśleń. Notabene doceniany przez postronnych, znienawidzony przez równorzędnych lub niższych pracowników. Z tego powodu od kilku lat pracuję albo bezpośrednio z klientami albo wcale. Jednak na co dzień trzeba czymś normalnym się zajmować dlatego po pracy w agencji wróciłam na produkcję gdzie nic ode mnie nie zależało. Nikt mnie o nic nie pytał i nie miałam żadnej odpowiedzialności. Niestety nudno było niemiłosiernie. Po raz kolejny zmieniłam pracę i tak od ponad dwóch lat pracuję samodzielnie w sklepie internetowym. Spoko szefostwo i zajebiste relacje z handlowcami sprawiły że zapomniałam jak bardzo nie znoszę współpracy i pośredników.

Okazja życia

Prawie rok temu zaproponowano mi udział w fajnie rokującym biznesie. Bezpieczna branża, symboliczny wkład finansowy, dwoje współpracowników (z czego jeden to mój wieloletni przyjaciel Piotr) i robienie tego ma czym się znam. Kilka dni biłam się z myślami jednak ciekawość zwyciężyła. Weszłam w to. Początki były trudne, ale często tak bywa gdy jest do czynienia z nowo poznaną osobą. Piotrek  już na wstępie poprosił mnie o cierpliwość dla Beaty. Aby nie podcinać skrzydeł (sobie i innym) słuchałam, patrzyłam i przytakiwałam. Co prawda było wiele rozbieżności w tym co widziałam a co Beata mówiła, jednak cały czas wierzyłam że w końcu to się ułoży.

Plany kontra realia 

Teoretycznie każdy z nas miał określoną rolę. Po kilku dniach realia zaczęły weryfikować plany. Posypało się niemal wszystko poza stanowiskiem koleżanki. Kilka rozmów później był nowy pomysł i nowy podział, który niestety nie do końca mi odpowiadał. Na szczęście Beata zadeklarowała pomoc co bardzo mnie ucieszyło. Zresztą od początku wyjaśniłam że dom, rodzina, przyjaciele i praca zawodowa zajmują mi dość czasu. Nie mam możliwości ani nawet nie chcę nad czymkolwiek czuwać. Rola technicznej w zupełności mi wystarczyła. Miałam dostać konkretne materiały do konkretnych działań. I faktycznie początkowo tak było. Nie interesowała mnie jakość, jedynie to abym wszystko miała na czas. Wyszłam z założenia że skoro w grupie jest specjalistka to nie będę się ani wychylać, ani wymądrzać. Robiłam swoje, nie raz zarywając noce i wszystko wskazywało że współpraca idzie w dobrym kierunku.

Później, jutro, nie mam możliwości…

Jedna z rzeczy które strasznie mnie wkurzają to ociąganie się i wymówki. Zwłaszcza gdy jestem od kogoś zależna. Mój czas jest w miarę dokładnie rozplanowany. To co dla kogoś może być drobnym opóźnieniem, dla mnie może mieć wielogodzinne konsekwencje. Z tego powodu gdy Beata nie dotrzymywała terminów, jak idiotka robiłam za nią, a gdy ona znajdowała czas na działanie pierwsze co robiła to mnie krytykowała i opowiadała rzewne historie, dlaczego ona się tym nie zajęła. Bywało że to co zrobiłam w godzinę, przedyskutowane było w trzy godziny. W końcu miałam dość, zaczęłam temat olewać a Beacie zakazałam dzwonić. Kontakt SMSowy okazał się być jeszcze bardziej męczący a dla koleżanki był kolejną wymówką do osunięć czasowych. Zresztą im dłużej trwała współpraca tym coraz częściej dostawałam tłumaczenia dlaczego nie może czegoś zrobić, zamiast to co dostać miałam. Kilkakrotnie mówiłam że mam dość jednak wracałam za każdym razem gdy nerwy opadły. Kolejny przekroczony termin przelał czarę goryczy. Poczekałam aż emocje opadną i na spokojnie podjęłam decyzję o zakończeniu współpracy. Nie miałam ani ochoty ani sił na kontakt z Beatą. Moja była decyzja nie do negocjacji dlatego Piotrek zgodził się przekazać informacje koleżance.

Nauczka

Kilka dni później zadzwonił. Teoretycznie sprawa była załatwiona chociaż domyśliłam się co on usłyszał o mojej rezygnacji. Po kilkunastu latach burzliwej przyjaźni potrafimy wymownie pomilczeć. Właściwie nie był zdziwiony całą sytuacją. Osobiście, z Beatą nie raz wiązał płonne nadzieje i jedynie wiara że my jako kobiety lepiej się dogadamy, pchnęła go do propozycji takiego teamu. Niestety są rzeczy których nie toleruję i o ile dam sobie na głowę narobić to przyklepać w żadnym wypadku. No i trudno, niech będzie że to ja jestem tą złą, jak mawiają “psy ujadają a karawana jedzie dalej”